Przejdź do treści

Nawigacja

Gruzja

Jerzy Rohoziński

Informacje podstawowe
Ludzie i ich kultura
Święta i zwyczaje narodowe
Życie codzienne
Kuchnia
Związki z Polską
Integracja w Polsce – sukcesy i trudności

Czytaj całość (plik pdf)

Informacje podstawowe

„Gruzja, podobnie jak niektóre inne kraje, ma swój kolor. – pisał w 1932 r. brytyjski historyk, dziennikarz i polityk William Edward David Allen. – Cała mieni się subtelną, złocistą żółcią jak białe wina z Burgundii. To wrażenie barwy bierze się z po części od światła słonecznego, a po części z odcienia tutejszej gleby. Ale jest też coś w powietrzu, trudne do uchwycenia i do opisania, coś jakby mgiełka, co spowija i otula kraj, coś niemal zupełnie nieuchwytnego, zwiewnego i tajemniczego, ale równocześnie aromatycznego”. Na przybyszu z wiecznie zachmurzonego Londynu słoneczna Gruzja musiała z pewnością wywrzeć potężne wrażenie. Wychowany – jak większość swoich rodaków z dobrych rodzin w tym okresie – na literaturze klasycznej musiał doskonale pamiętać z mitologii greckiej, że to właśnie do Kolchidy (czyli zachodniej Gruzji) udał się po złote runo Jazon ze swoimi towarzyszami.
Sami Gruzini lubią z kolei powtarzać legendę jak to Pan Bóg tworzył świat, wszystkie narody skoczyły sobie do gardeł, każdy pragnąc wyrwać dla siebie co lepsze terytorium, a oni – jak gdyby nigdy nic – zaczęli biesiadować i nie zauważyli nawet, kiedy zapadł zmrok. Bóg po ciężkim dniu udawał się już na spoczynek, ale dostrzegł roztańczonych, rozśpiewanych Gruzinów i w odruchu sympatii postanowił im podarować najpiękniejszy zakątek, który pierwotnie zostawił dla siebie.
To przekonanie Gruzinów o wyjątkowości swojego kraju nie bierze się znikąd. Gruzja fascynuje swą różnorodnością. Przecież na niewielkim obszarze, raptem niecałe 70 tys. km², (razem z Abchazją i Osetią Płd.), czyli tyle co dwa województwa mazowieckie, spotykamy niemal wszystkie strefy klimatyczne ziemi: od wysokogórskiej strefy wiecznych śniegów i lodowców, poprzez obszary stepowe i półpustynne a skończywszy na wilgotnych lasach podzwrotnikowych.

Ludzie i ich kultura

Także historię ma Gruzja arcyciekawą. Tu od wieków krzyżowały się najważniejsze szlaki handlowe świata: z Europy do Chin – była Gruzja częścią Jedwabnego Szlaku i północy, Rusi, potem Rosji na południe – na Bliski Wschód i do Indii. Największe piętno na dziejach kraju odcisnęła jednak rywalizacja dwóch sąsiednich imperiów: Bizancjum i jego następcy – osmańskiej Turcji oraz Persji. Wpływy perskie są do dziś silne we wschodniej Gruzji, a tureckie – w zachodniej. Fundamentalnego wyboru cywilizacyjnego dokonała Gruzja, a dokładniej rzecz biorąc Kartlia-Iberia, w oparciu o „opcję pro-zachodnią” (a uczyniła to ta część wschodnia!) – czyli przyjmując już w IV w. chrześcijaństwo, politycznie wiążąc się z Bizancjum, a kulturowo z obszarem syryjsko-kapadockim. Niemałą rolę w chrystianizacji kraju odegrać musieli wszakże obecni na tych terenach od dawna Żydzi. W wieku V król Wachtang Gorgasali, zaciekły wróg sasanidzkiej Persji, legendarny założyciel Tbilisi, w folklorze gruzińskim uosobienie odwagi, siły i mądrości, wzmocnił gruzińskie chrześcijaństwo, uzyskując zgodę cesarzy bizantyjskich na autokefalię miejscowego Kościoła, którą cieszy się on do dziś (za wyjątkiem długiej przerwy w okresie rosyjskim i sowieckim). Najwspanialszy okres przeżywała chrześcijańska kultura Gruzji w wieku XII i XIII, za panowania króla Dawida Budowniczego (1089-1125) i królowej Tamar (1184-1213). Niezwykle bujny rozwój przeżywały wtedy w zaciszu murów klasztornych filozofia, teologia, nauki przyrodnicze i medycyna, niemniej wielkie chwile stały się udziałem architektury, malarstwa, metaloplastyki (słynne gruzińskie ikony), literatury i poezji. To wtedy powstał gruziński epos narodowy Witeź w tygrysiej skórze autorstwa Szoty Rustawelego, ponoć – jak głosi jedna z wersji gruzińskiej tradycji – beznadziejnie zakochanego w królowej Tamar. Kres temu wspaniałemu rozkwitowi kultury położą mongolskie najazdy w XIII i XIV w.
Dzisiejsza Gruzja jest krajem wieloetnicznym i wielokulturowym. Większość mieszkańców stanowią silnie zróżnicowani regionalnie Gruzini  (ok. 60%), ale niemałą rolę w życiu kraju odgrywają także mniejszości azerbejdżańska i ormiańska. W niespokojnych latach 90. z kraju wyjechało wielu przedstawicieli innych mniej licznych grup etno-religijnych – Greków pontyjskich, gruzińskich Żydów oraz rosyjskich sekt duchoborów i mołokanów, co w praktyce oznaczało ich niemal zniknięcie z mapy etniczno-kulturowej Gruzji. Wyjeżdżając z kraju (główne kierunki migracji to odpowiednio: Grecja, Izrael i Rosja) pozostawili oni nierzadko domy, które zajęli przybysze z innych regionów Gruzji, tzw. „eko-migranci”, czyli ludność ewakuowana z terenów dotkniętych klęskami żywiołowymi. Równocześnie do kraju starają się powrócić tzw. Turcy Meschetyńscy (określenie odrzucane przez samą grupę jako pogardliwe), czyli gruzińscy muzułmanie z Meschetii deportowani w 1944 r. do Azji Środkowej, którzy w 1989 r. doświadczyli pogromów w Uzbekistanie i zmuszeni byli stamtąd wyjechać, jednak napotykają cały czas liczne przeszkody natury formalnej przy legalizacji pobytu. Wszystko to sprawia, że stosunki między-etniczne w Gruzji zawierają spory potencjał konfliktowy, do czego dochodzą jeszcze problemy z restytucją mienia wspólnot religijnych odebranego im w czasach sowieckich (co jakiś czas dochodzi np. do konfliktów na tle restauracji zniszczonych meczetów we wsiach mieszanych religijnie). Gruzini wykazują tendencję do ignorowania i „nie dostrzegania” innych grup etnicznych, i żyjąc tuż obok nich, często nie mają pojęcia o ich kulturze. To ewidentnie dziedzictwo systemu sowieckiego: nacja „tytularna” oczekuje od „swojego” państwa (jak niegdyś od władz „swojej” republiki), że nie pozostanie ono neutralne etnicznie, tylko będzie realizować „jej” interesy. Gruzińskie media często stereotypizują mniejszości jako „V kolumnę” i „separatystów”. Równocześnie też wychwalają „wielowiekową tradycję gruzińskiej tolerancji”, jako przykład podając atrakcję turystyczną Starego Tbilisi – część gdzie gruzińska katedra Sioni sąsiaduje z synagogą (faktycznie w tradycji gruzińskiej antysemityzm był praktycznie nieobecny), meczetem i kościołem ormiańskim.

Święta i zwyczaje narodowe

Zdecydowana większość Gruzinów deklaruje swoją przynależność do Gruzińskiej Cerkwi Prawosławnej (ok. 95%), ok. 4 % stanowią muzułmanie (głównie w Adżarii), a 1% to Gruzini-katolicy oraz adepci nowych wspólnot religijnych: Świadkowie Jehowy, Adwentyści Dnia Siódmego i Zielonoświątkowcy, którzy traktowani są przez tradycyjnie nastawionych przedstawicieli Gruzińskiej Cerkwi z dużą podejrzliwością.
W ostatnich latach obserwuje się ostentacyjny wręcz czasem powrót ludzi do Kościoła Gruzińskiego. W dni świąteczne i niedziele tłumy młodych i starszych Gruzinów wypełniają gruzińskie świątynie po brzegi. Kobiety w chustach, mężczyźni i dzieci uczestniczą w nabożeństwach, którym towarzyszą wyniosłe i polifoniczne śpiewy gruzińskie. Ludzie zapalają świeczki przed najważniejszymi ikonami gruzińskim św. Nino, św. Jerzego, itd., całują ich brzegi. Wielu młodych ludzi regularnie uczęszcza do kościoła, utrzymuje rygorystyczne i częste posty w prawosławiu gruzińskim. Kościół gruziński stał się bardzo ważną częścią życia rodzinnego, a także politycznego we współczesnej Gruzji.
Największe święta gruzińskiego prawosławia związane są z historią wprowadzania w kraju religii chrześcijańskiej. 14 października na pamiątkę zbudowania kościoła w Mcchecie obchodzone jest np. święto Mcchetoba-Sweticchowloba. Kościół ów stanąć miał w IV w. na miejscu świętego cedru, który wyrósł na całunie Chrystusa przywiezionym tu przez dwóch Żydów. Tego dnia we wspaniałej mccheckiej katedrze odbywają się od rana uroczyste nabożeństwa, a wierni masowo chrzczą się w miejscu, gdzie rzeka Aragwi wpada do Kury. Po nabożeństwach ludzie pielgrzymują do pobliskiego klasztoru Dżwari i okolicznych starodawnych kościołów. 1 czerwca z kolei przypada święto Ninooba, upamiętniające chrzest Gruzji przez pochodzącą z Kapadocji św. Nino w IV w. rzymskim żołnierzem, który podczas prześladowań Dioklecjana wstawił się za chrześcijanami i przez to sam cierpiał tortury. W ten dzień (Georgioba) we wszystkich kościołach kraju rozlega się bicie dzwonów, a wierni modlą się do świętego o zdrowie i powodzenie w życiu, po czym jadą do swoich rodzin, przyjaciół i bliskich, by razem z nimi ucztować i weselić się, a czasem pośpiewać (w Gruzji istnieje wspaniała tradycja męskich chórów). W stołecznej katedrze Świętej Trójcy (Sameba) odprawia się nabożeństwa.
Dla Ormian najważniejsze święta to Boże Narodzenie obchodzone 6 stycznia. 13 lutego wierni Kościoła Ormiańsko-Apostolskiego obchodzą święto Trndez („Witanie Pana”). Tego dnia wieczorem ludzie palą ogniska i skaczą nad ogniem, by w ten sposób oczyścić się o duchowo jak i fizycznie. Jest to ewidentny relikt obrzędowości przedchrześcijańskiej i ma swoje korzenie w staroirańskim kulcie ognia. W siódmą niedzielę Wielkiego Postu nazywaną Cachkazard Kościół ormiański upamiętnia powitanie Jezusa w Jerozolimie gałązkami drzewa oliwnego.
Mniejszość azerbejdżańska to głównie muzułmanie-szyici i obchodzą te same święta religijne, co ich współwyznawcy w Iranie i Azerbejdżanie, jak Aszura, Mevlut (Urodziny Proroka), Urodziny Imama Alego, Kurban Bajram, Nouruz (Nowy Rok), Noc Przeznaczenia (Qәdr gecәsi) i Ramazan bayramı (uroczyste zakończenie postu).    

Życie codzienne

Spędzanie czasu na jedzeniu pysznych potraw i piciu gruzińskiego wina w gronie rodzinnym i przyjacielskim jest jedną z najważniejszych części życia w Gruzji. Zdaniem większości Gruzinów - na tym polega życie, którego określenie w języku gruzińskim „sicocchle” nie ma dobrego odpowiednika w żadnym innym języku, jest po prostu nieprzetłumaczalne. Gruzini słyną ze swojej kultury biesiadnej, gościnności i przywiązywania dużej wagi do estetyki stołu. Wszystko ma swoje znaczenie, kolejność podawania potraw, rozmieszczenie naczyń i zastawy, kolejność zajmowania miejsc przy stole. W tym względzie panuje ścisła hierarchia: najpierw zasiadają goście, potem najstarsi mężczyźni, wreszcie pozostali członkowie rodziny, na końcu młode kobiety i dzieci. Czasem kobiety w ogóle siedzą przy innym stole i tylko „kibicują” mężczyznom, przynosząc kolejne dania. W tej sferze Gruzini nie różnią się od innych patriarchalnych nacji Kaukazu, a chrześcijaństwo i islam nie czynią tu różnicy. Gruzińskie uczty mają swój rozbudowany ceremoniał i etykietę. Uczcie musi przewodzić specjalnie wybrany w tym celu mistrz ceremonii zwany tamadą. Jego podstawowym obowiązkiem jest wygłaszanie pięknych i rozbudowanych toastów. Tamada kieruje także samym przebiegiem uczty – kolejnością podawania nowych potraw i dolewania wina.
Rodziny gruzińskie są najczęściej patriarchalne. Mężczyzna widzi kobietę najczęściej w roli matki, opiekunki życia rodzinnego i ogniska domowego, co nie oznacza że wszystkie kobiety siedzą w domu i nie pracują. Kobiety pracują i realizują się w życiu zawodowym, nie tylko mężczyźni, wszystko zależy od wykształcenia i poziomu życia danej rodziny. Rodziny dla Gruzinów nie stanowią tylko rodzice i ich dzieci, tworzą ją również wszyscy krewni – ciocie, wujkowie, siostrzeńcy, bratankowie, kuzyni itd. Decydując się na zawarcie związku małżeńskiego, Gruzini zabiegają na ogół o akceptację rodziny swoich małżonków, bez niej jest znacznie trudniej funkcjonować. Cudzoziemcy, którzy „wżeniają się” w gruzińskie rodziny, muszą nawiązać i utrzymywać bliskie kontakty z całym zastępem krewnych gruzińskiej żony lub małżonka, którzy mogą nieustannie przewijać się przez ich dom. Gruziński dom nie jest tylko ich azylem, ale miejscem spotkań i życia towarzyskiego całego rodu i sąsiadów, wiele rzeczy znajdujących się w domu nie należy do jednej osoby, ale użytkują je wszyscy członkowie rodziny. Większość, jeśli nie cała przestrzeń domu jest wspólna.
Gruzini w przeszłości zamieszkiwali głównie wsie, duże dwory i posiadłości ziemskie, miasta zaś były tworem obcym dla kultury gruzińskiej, dominowali w nich Ormianie, Żydzi gruzińscy, Persowie, od XIX w. Rosjanie i Europejczycy (Niemcy, Polacy). Nowe oblicze zyskały miasta gruzińskie za czasów Imperium Carskiego, potem ZSRR, gdy miała miejsce ich modernizacja, gruntowna przebudowa, dotarły do nich style, znane w miastach Europy zachodniej i wschodniej (szerokie ulice, ogrody, budynki użyteczności publicznej). Przykładem nowej urbanistyki jest choćby Gołowiński Prospiekt w ówczesnym Tyflisie (dziś al. Rustaweli w Tbilisi). Miasta zaczęli wtedy jednocześnie zasiedlać również Gruzini i dziś w nich dominują. Tbilisi poza europejskim centrum z wieloma śmiałymi architektoniczne budynkami przypomina dużą, zwartą wieś z dzielnicami położonymi wokół wzgórz, składającymi się z małych ciasnych uliczek pnących się pod górę, tzw. zaułków, w których obcym jest trudno zorientować się.  Dzielnice są zamieszkane przeważnie przez zżyte ze sobą społeczności sąsiedzko-rodzinne. Nieodłączną częścią Tbilisi i innych miast są ciągnące się na ich obrzeżach blokowiska z czasów sowieckich, z których część nabrała charakteru ww. wspólnot sąsiedzkich.
Istnieją spore różnice regionalne w zabudowie wsi. W Gruzji wschodniej przeważają duże wsie, dzielące się na kwartały o gęstej zabudowie z wewnętrznymi przejściami między podwórkami. Wsie wyglądają tu trochę jak duże, trudne do zdobycia twierdze. W Gruzji zachodniej natomiast domy stawia się w większej odległości jeden od drugiego, dominuje wolna zabudowa, a wsie są nierzadko rozrzucone na dużej powierzchni. Tu każdy dom stanowi zazwyczaj oddzielne gospodarstwo i nie jest tak związany z sąsiednimi, jak w Gruzji wschodniej. Domy otoczone są niskim płotem z wrotami, zza którego widoczne jest duże podwórko i ogród.

Kuchnia

Kuchnia gruzińska obfituje w dużą ilość potraw mięsnych, ale ogromną rolę odgrywają w niej też inne składniki: sery, mąka, ziemniaki, fasola, bakłażany, kukurydza, jajka, grzyby, orzechy, pomidory oraz cała masa innych warzyw i owoców, a do wszystkiego dodaje się cały arsenał aromatycznych przypraw i ziół. Wiele potraw ma swoje lokalne czy też regionalne, a także okolicznościowe warianty (czasem występuje też pod zupełnie inną nazwą).  
Bodaj najpopularniejszą potrawą gruzińską (funkcjonuje też w wymiarze „fast-foodowym”) jest chaczapuri, czyli dosłownie „chleb z twarogiem” (chaczo – twaróg, puri – chleb), które ma swoją odmianę imeretyńską, adżarską, megrelską, swanecką i raczyńską.
Kuchnia azerbejdżańska w Gruzji wyróżnia się częstszym niż w kuchni gruzińskiej i wszechstronniejszym wykorzystaniem mięsa baraniego oraz jeszcze bogatszym repertuarem ziół i przypraw, jak szafran, bazylia, tymianek, kolendra i mięta, nadającym potrawom intensywny aromat. Oprócz mięsa baraniego dość często wykorzystuje się też wołowinę, drób i ryby, natomiast ze względu na religijne zalecenia islamu nie spotyka się potraw z wieprzowiny. Spośród warzyw największym powodzeniem cieszą się pomidory, bakłażany i papryka. Najpopularniejsze potrawy to dołma, czyli gołąbki z liścia winogron z mięsem baranim oraz pilaw, czyli gotowany w rosole ryż z baraniną z dodatkiem szafranu i innych ziół.
Dla kuchni Ormian z Dżawachetii, charakterystyczne są potrawy przeznaczone do długiego przechowywania, stanowiące zapasy na zimę. Surowego klimat płaskowyżu, tej „gruzińskiej Syberii”, gdzie zima trwa prawie osiem miesięcy sprawił, że tutejsi Ormianie stali się mistrzami w sztuce wędzenia, solenia i marynowania żywności. W Dżawachetii można zjeść poza tym znakomicie przygotowane pstrągi z miejscowych jezior i stawów. Wszystkie potrawy serwuje się z tradycyjnym ormiańskim cieniutkim chlebem – lawasz, wypiekanym w tradycyjnych piecach (tandyr).  

Związki z Polską

Z Gruzinami na terenach Rzeczypospolitej spotykamy się już w XVII w. Osobistą ochronę hetmana Stanisława Koniecpolskiego tworzy np. oddział „Georgyjan”. Najsłynniejszym Gruzinem tego okresu był rotmistrz wojsk królewskich i poseł króla do szacha perskiego Bogdan Gurdziecki, któremu za zasługi dla Polski Sejm przyznał w 1673 r. szlachectwo i dobra ziemskie.
Obecność Gruzinów na ziemiach polskich nasili się w okresie rozbiorów. W latach 1835-56 w Warszawie stacjonował np. Kaukaski Regiment Konny pod dowództwem księcia generała Dawida Bebutowa (Ormianin urodzony w Gruzji, od 1861 r. komendant wojenny Warszawy), w którym służyło sporo Gruzinów. W latach 40. XIX w. instruktorem kawalerii w Warszawie jest niejaki Josseliani. Za spisek antyrosyjski do Warszawy zesłano zaś gruzińskiego dramaturga, ks. Giorgiego Eristawi, który przetłumaczy na gruziński Sonety krymskie i Wielką Improwizację z III części Dziadów. Gruzini trafiali także do rosyjskiej administracji w Królestwie Polskim. Ks. Generał Piotr Bagration objął np. stanowisko naczelnika Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej (nie mylić ze słynnym dowódcą z okresu wojen napoleońskich!). Wśród oficerów służących wówczas na ziemiach polskich spotykamy ks. Mikołaja Jaszwili i ks. Saakadze. Gruzini służą także w żandarmerii i policji.
Nie zapominajmy też o studentach. Jeden z współtwórców niepodległej Gruzji (1918-21) mienszewik Noe Żordania studiował (relegowany) na początku lat 90. XIX w. w warszawskim Instytucie Weterynaryjnym. W tym czasie zresztą wśród studentów gruzińskich studiujących w Warszawie zawiązuje się Liga Wyzwolenia Gruzji. Za działalność w organizacji władze carskie aresztowały np. Szio Dedabriszwili, w przyszłości znanego pisarza gruzińskiego. Studiów może i nie ukończył, ale poznał za to w Warszawie wielu działaczy ruchu socjalistycznego i niepodległościowego, którzy ukształtowali jego polityczny profil.
Z pierwszą większą i w miarę jednorodną falą migracji Gruzinów do Polski mieliśmy do czynienia w okresie międzywojennym. W marcu 1920 r. z inicjatywy Piłsudskiego doszło do podpisania sojuszu wojskowego między Rzeczpospolitą a Demokratyczną Republiką Gruzji. Niestety rok później po udanej inwazji sowieckiej Gruzja utraciła niepodległość i sojusz przestał być realny. Polska nie uznała tej aneksji i utrzymywała stosunki z emigracyjnym rządem gruzińskim w Paryżu. Gruzińscy oficerowie uciekali tymczasem przed sowieckimi represjami do Stambułu. Tam w imieniu Piłsudskiego attache wojskowy polskiej ambasady zaoferował im posady oficerów kontraktowych w armii polskiej, z której skorzystało ok. 100 osób (6 generałów, 35 oficerów i 46 podchorążych). Wezmą oni potem udział w kampanii wrześniowej. Po ataku Armii Czerwonej 17 września 1939 r. oddziały NKWD wyszukiwały ich wg imiennych list i rozstrzeliwały na miejscu. Dziesięciu zginie w obozie kozielskim, niektórym uda się przejść do konspiracji w AK i walczyć w Powstaniu Warszawskim. Wojnę przeżyje jedynie kilkunastu, których zaciekle będzie tropić ponownie NKWD. W 2007 r. w Muzeum Powstania Warszawskiego prezydenci Lech Kaczyński i Michel Saakaszwili odsłonili pomnik ku czci gruzińskich uczestników polskiego podziemia niepodległościowego. Jest to jedyny pomnik gruzińskich oficerów poza granicami Gruzji.
Obecność gruzińska w Polsce okresu międzywojennego nie ograniczała się tylko do wojskowych. Najbardziej znane w okresie II Rzeczpospolitej  warszawskie składy kawy i herbaty należały np. do rodziny Godzjaszwili (przy Marszałkowskiej i w Alejach Jerozolimskich). Działały też gruzińskie palarnie kawy i bary kawowe. Przy placu Teatralnym działał Antykwariat Meblowy i Artystyczny prowadzony przez byłego śpiewaka gruzińskiej opery o nazwisku Sicharulidze, dość popularne miejsce spotkań w stolicy. W dzień chodziło się tam kupować meble, a wieczorem wpadało na kawę, herbatę i grzane wino z korzeniami.  
Obecność polska w Gruzji też ma całkiem bogatą historię. Po obu naszych powstaniach wielu naszych rodaków trafiało na Kaukaz, zwany „Ciepłym Sybirem”. Inni przyjeżdżali tu z własnej woli, często w związku z różnymi ambitnymi inwestycjami. Wielu polskich inżynierów modernizowało Gruzję. Projektowali drogi, mosty, tunele, tamy i kanały irygacyjne, a czasem nawet cerkwie. Był taki czas, kiedy prawie całe kierownictwo Kolei Zakaukaskiej znalazło się w polskich rękach.  W 1910 r. kolonia polska w Tbilisi liczy już prawie 8 tysięcy osób. Są wśród nich lekarze, architekci, malarze, rzeźbiarze, żołnierze. To  wszystko nie pozostało bez śladu. Spacer po centrum Tbilisi, Kutaisi czy Batumi może nas napawać dumą, bowiem wiele znaczących budowli, gmachy publiczne, teatry, urzędy, szkoły, kamienice to dzieło polskich architektów. Prym wiedzie tu zdecydowanie Aleksander Szymkiewicz. Inni? Choćby Aleksander Rogojski.Warto też czasem wejść do środka, by poczuć dumę albo… mocno się zdziwić. Wewnątrz gmachu Narodowej Biblioteki Parlamentu Gruzji (wcześniej Bank Szlachecki) możemy podziwiać wspaniałe (choć wymagające renowacji) freski Henryka Hryniewskiego (1869-1937), współzałożyciela, profesora i prorektora Akademii Sztuki w Tbilisi. W bibliotece jest wiele bezcennych XIX-wiecznych poloników, wśród nich rękopis Krótkiego kursu bibliografii Łukasza Gołębiowskiego (1845), jednego z pierwszych polskich etnografów, historyka i bibliotekarza. Ostatnio biblioteka zdygitalizowała wspaniały zbiór fotografii  Edmunda  Osterloffa (1863-1938), pioniera i współtwórcy polskiej fotografii artystycznej, który ponad 20 lat spędził w Tbilisi.
Gruzińscy Polacy obok Greków byli bowiem pierwszą grupą narodowościową, która stała się ofiarą stalinowskich czystek 1937-38. Wśród ofiar był m.in. np. Henryk Hryniewski. Dzięki dokumentom przekazywanym przez MSW Gruzji IPN dowiemy się zapewne więcej o skali i przebiegu „polskiej operacji”. Poza tym wojenna epopeja Polaków wysiedlanych przez władze sowieckie z Kresów ma także swój wątek gruziński. Wiosną 1944 r. po interwencji Wandy Wasilewskiej i ZPP u Stalina część Polaków, którym nie udało się opuścić ZSRR z Armią Andersa przesiedlono z północnych obszarów Związku Sowieckiego na terytoria południowe i niektórzy trafili do Adżarii (fakt praktycznie nieznany w naszej historiografii, ale autorowi udało się dotrzeć do stosownego dokumentu w Archiwum AR Adżarii). Wiosną 1945 r. kilka tysięcy żołnierzy AK uczestniczących w operacji „Burza” na Wileńszczyźnie trafiło do obozu filtracyjnego nr 0331 w Kutaisi, gdzie budowali m.in. miejscowy Awtozawod. Dwa lata później urządzili oni strajk przeciwko nieludzkim warunkom panującym w obozie. Więźniowie obozu wspominają, że stosunek miejscowej ludności do nich był nie zwykle życzliwy i przyjazny. W Kutaisi pamięta się z kolei, że jeńcy (byli tu nie tylko Polacy) budowali w mieście domy i podkreśla, że to budynki ładniejsze i solidniejsze od pozostałych. Jeden z nich miał zaprojektować polski architekt (znów!) przetrzymywany w obozie.

Integracja w Polsce – sukcesy i trudności

Gruzińscy migranci zaczęli przyjeżdżać i zostawać w Polsce na dłużej od połowy lat 1990-tych. Na początku były to pojedyncze osoby, studenci, czasem rodziny. Większość z nich osiedlała się w dużych miastach – Warszawie, Krakowie, Wrocławie czy Łodzi. Byli to głównie przedstawiciele inteligencji np. pracownicy naukowi, lekarze, artyści. W latach 2000-tych migracja gruzińska przybrała większe rozmiary, spowodowana głównie narastającym kryzysem ekonomicznym w Gruzji, upadkiem struktur państwa itd., ogromnym bezrobociem. W Polsce pojawiła się grupa zajmująca się drobnym handlem, ludzie zakładający prywatne przedsiębiorstwa, pośredniczący w handlu ze Wschodem itd. Dopiero wówczas zaczyna powstawać diaspora gruzińska w Polsce. Dużym impulsem dla samoorganizacji diaspory było otwarcie gruzińskiej ambasady w Warszawie i kanonizacja ks. Grzegorza Peradze. Stopniowo zaczęły pojawiać się w Polsce restauracje i sklepy gruzińskie, o których wcześniej nawet nie można było pomarzyć. Mimo to nadal diaspora gruzińska nie stanowiła dużej grupy, było to co najwyżej kilkaset osób w całej Polsce. Kontakty polsko-gruzińskie ożywiły się pod koniec lat 2000-tych, dzięki zainteresowaniu ś.p. prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego bardzo bliskim kontaktom publicznym i rodzinnym z prezydentem M. Saakaszwili. Polska stała się także atrakcyjnym krajem dla Gruzji. A i Gruzja stała się atrakcyjna (magnesem) dla polskich turystów, naukowców, społeczników (polskiej pomocy rozwojowej, Gruzja stała się największym odbiorcą tego programu) i drobnych przedsiębiorców. Niemałą rolę odegrało uruchomienie przez linie lotnicze bezpośrednich i ostatnio tanich lotów do Gruzji. Kontakty ożywiły się jak nigdy dotąd w historii. Wzrosła również liczba małżeństw mieszanych polsko-gruzińskich.
W 2009 r. Polska stałą się również krajem docelowym (nie tylko tranzytowym) dla dużej fali osób (obywateli Gruzji) poszukujących ochrony międzynarodowej (szczególnie po wojnie w sierpniu 2008 r.). Wokół nich narosło wiele nieporozumień i sprzecznych informacji, nie sprawdzonych wieści powtarzanych od Tbilisi po Warszawę, pojawiło się dużo negatywnych informacji w mediach, które dodatkowo antagonizowały azylantów i Polskę. Większość jednak wnioskodawców nie spełniała kryteriów wymaganych do nadania takiej ochrony w Polsce i UE. Część z nich uzyskała inne formy legalizacji pobytu w Polsce, część została odesłana do Gruzji. Polska aktywnie wspierała (przekazuje środki finansowe) program Międzynarodowej Organizacji Migracyjnej dot. dobrowolnych powrotów Gruzinów.  
Gruzini osiedleni w Polsce raczej nie mają większych trudności w integracji z polską rzeczywistością i kulturą. Języka polskiego (tak jak zresztą innych języków obcych) uczą się bardzo szybko, są chrześcijanami, cenią podobne wartości w życiu. Jedyną rzeczą jakiej im braku to gruzińskie słonce i Tbiliskie ciepło, szczególnie w ciemne polskie popołudnia listopadowo-grudniowe. Brakuje im również kuchni gruzińskiej, tanich dobrych win. Przywykli są na ogół też do życia rodzinnego według modelu patriarchalnego, co może stanowić nie lada wyzwanie w przypadku małżeństw mieszanych.
Gruzini w Polsce mają obecnie kilka stowarzyszeń, z których najważniejszym są Kartlosi, jego aktywnym działaczem jest Dawid Gamcemlidze, mają również swojego przedstawiciela na Uniwersytecie Warszawskim Dawida Kolbaję, który zabiega o rozszerzenie współpracy naukowo-badawczej między oboma krajami. W Tbilisi działa polska Stacja Badawcza Uniwersytetu Warszawskiego.